ARCHITEKTURA JEST SZTUKĄ

Z Aleksandrą Stępnikowską i Agnieszką Rasmus-Zgorzelską, kuratorkami wystawy „Na przykład. Nowy dom polski”, rozmawia Krzysztof Wójcik.

Krzysztof Wójcik: Jak doszło do powstania wystawy „Na przykład. Nowy dom polski”? Co było bezpośrednią inspiracją? Czy pomysł był od początku inicjatywą Centrum Architektury, czy może wyszedł bardziej od samych architektów?

Aleksandra Stępnikowska: Była to inicjatywa Centrum Architektury, które stara się przybliżać temat architektury i środowisko jej twórców zwyczajnym odbiorcom, a nie traktować projektantów jako zamkniętą, hermetyczną grupę, która tworzy gdzieś w oderwaniu od rzeczywistości. Sam pomysł wyniknął z kilku czynników, przede wszystkim z naszego niezadowolenia tym jak wygląda dyskurs o architekturze w mediach. Jest on na ogół bardzo negatywny, wszyscy skupiają się na chaosie w przestrzeni, na tym, że jest brzydko i jest bałagan. My starałyśmy się opowiedzieć o architekturze coś dobrego, coś pozytywnego. Ta wystawa jest świadectwem dużej, jak nam się wydaje, dojrzałości zarówno architektów, jak i ich klientów. Wystawa pokazuje efekty dialogu między stronami.

Agnieszka Rasmus-Zgorzelska: To są efekty wspólnej pracy klienta i architekta, która wydaje nam się godna naśladowania i promowania. W przypadku domów jednorodzinnych bywa tak, że architekt coś proponuje, wymyśla i demonstruje formę domu klientowi, który ją akceptuje, lub odrzuca. Kupowanie projektów z katalogu to też nie jest rozmowa, bo klient po prostu wybiera dom, a następnie stawia go na swojej działce. I to jest wszystko.

KW: No tak, taki dom nie jest wtedy spersonalizowany do potrzeb klienta.

AR-Z: Zupełnie nie, to jest jak kupno samochodu, albo jakiegoś sprzętu AGD, czegoś z gotowej oferty. W przypadku projektów pokazanych na wystawie, zanim dom powstał w ostatecznej formie, miała miejsce rozmowa inwestora i architekta o tym jakie są potrzeby przyszłych mieszkańców, jaki jest zastany kontekst, w którym dom się pojawi.

AS: Ta wystawa zrodziła się z dużej potrzeby rozmowy o architekturze, która jest postrzegana jako dziedzina hermetyczna. Ludzie unikają rozmowy o architekturze, bo się na niej nie znają, bo to jest trudny temat, ewentualnie potrafią tylko ocenić czy coś jest ładne lub brzydkie.

AR-Z: Komentarze pojawiające się w internecie przy okazji tej wystawy to przeważnie: „jakie to brzydkie”, „jakie to ładne” i właściwie nic więcej.

AS: „Nie chciałbym tu mieszkać” albo „chciałbym tu mieszkać”.

AR-Z: Tak, szkaradztwo, albo dziwactwo… Rzadko pojawiają się merytoryczne argumenty. Wydaje nam się, że ci odbiorcy architektury są trochę zaniedbani. Mało jest publikacji o architekturze przeznaczonych do szerokich kręgów czytelników. Rozwija się bardzo ciekawy dyskurs architektoniczny, ale w środowisku – historyków sztuki, architektów, studentów kierunków projektowych…

KW: Czyli można powiedzieć, że ta wystawa ma bardzo duże ambicje edukacyjne.

AR-Z: Tak.

KW: Nie wiem czy można w tym wypadku mówić o jakiejś próbie stworzenia nowego kanonu, albo o zmianie poczucia estetyki… Może właśnie o zmianie poczucia estetyki i wzmożeniu indywidualizmu inwestora? Chodzi o to żeby te projekty odpowiadały bezpośrednio osobom zainteresowanym, żeby odejść od tworzenia jakichś osiedli pełnych takich samych domków z katalogu.

AR-Z: Spójne osiedla pełne takich samych domków to świetna rzecz, o ile projekty domów są przemyślane, funkcjonalne. Ale to jest inny temat. Nasza wystawa jest o budowaniu indywidualnym i nie chodzi o rozszerzenie tego modelu na całe budowanie. Nie chodzi o to, żeby nagle każdy budował po swojemu, ale jeżeli już mieszkamy za miastem, czy w małym mieście, gdzie jest wyłącznie zabudowa willowa, lub nie wchodzi w grę żadne zamieszkiwanie zbiorowe ani włączenie się w budowę wspólnego osiedla, wtedy dopada nas odpowiedzialność za to, jak architektura naszego domu wpłynie na estetykę całego otoczenia. I na pewno nie chcemy tworzyć tą wystawą żadnego kanonu. To by była duża zarozumiałość z naszej strony. Nie widzimy czegoś takiego jak nowy kanon, nie ma czegoś takiego jak nowy polski styl narodowy. Z jednej strony architekci czerpią z globalnych tendencji estetycznych, stosują powszechnie znane rozwiązania i materiały, z drugiej strony domy pokazane na wystawie bardzo się od siebie różnią, właśnie dlatego, że powstały w odpowiedzi na bardzo konkretne potrzeby i w ścisłej relacji z otoczeniem.

AS: Ja myślę, że tworzenie kanonu w ogóle nie jest drogą w dzisiejszym świecie. Nie chcemy, żeby te domy, które pokazujemy na wystawie stały się jakimiś wzorcami do kopiowania. Chodzi nam raczej o pokazanie przykładów udanego dialogu między inwestorem a architektem. O zastanowienie się czego my sami oczekujemy od architektury. Nie wszyscy musimy oczywiście mieszkać w domach jednorodzinnych.

AR-Z: Ale możemy o nich rozmawiać.

AS: Każdy z nas się kiedyś zastanawiał w jaki sposób chce mieszkać i w którymś momencie wybrał, czy jednak będzie to dom, czy blok, czy to będzie miasto, czy wieś. Nie wszyscy wybierają to świadomie, część osób żyje po prostu tak jak żyła rodzina. Natomiast te osoby, które jednak wybierają taki typ zamieszkiwania, mają w tej chwili jeszcze kilka nowych wątków nad którymi mogą się zastanowić. Właśnie nad tym o czym mówiła Agnieszka. Nad kontekstem w jakim powstaje architektura, nad relacją budynku i otoczenia, nad tym kim sami się w ogóle czujemy. Czy czujemy jakiś związek z danym regionem, czy chcemy to eksponować, tak jak w przypadku domu Przemo Łukasika – Bolko loft, Domu na Kopalni. To jest wyraz jakiegoś patriotyzmu lokalnego, wyraz tożsamości i dużej odwagi.

KW: Moim zdaniem to też jest bardzo znamienne, że w samej przestrzeni wystawy akurat ten dom został umieszczony na początku. On w dużej mierze przez swoje niekonwencjonalne ulokowanie – znajduje się na dużej wysokości – jest sygnałem żeby przygotować się na coś niezwykłego. Później można powiedzieć, że kolejne realizacje prezentowane na wystawie robią się troszeczkę bardziej konwencjonalne, ale w dobrym sensie tego słowa. Konwencjonalne – indywidualne.

AR-Z: Oczywiście nie chodziło nam o to, żeby pokazywać same kontrowersyjne rzeczy. Bolko jest rzeczywiście manifestem, a pozostałe domy… kwestia gustu, ale na pewno też kwestia przeczytania zamieszczonych na wystawie i w katalogu tekstów i zastanowienia się, z czego biorą się takie, a nie inne formy. Nawet jeśli ta forma jest nieco ekscentryczna, to my wiemy po analizie całego procesu projektowego jaki miał miejsce, że projekt jest w stu procentach funkcjonalny, bardzo przemyślany, odpowiada na konkretne potrzeby. Właściwie w żadnym z tych domów nie ma nadmiernego metrażu, co jest ciekawe, bo nadal często w Polsce buduje się na pokaz i na zapas. Takich domów nie pokazujemy na wystawie, wszystkie są bardzo przemyślane, a to, że mają takie, a nie inne formy, no cóż… To tylko świadczy o talencie architektów, o tym, że potrafili ubrać funkcjonalną całość w ciekawą skórę, co też jest godne promowania.

AS: Tak i świadczy też o tym jak różnorodna i ciekawa może być architektura. Nie wszyscy musimy po prostu myśleć o tym, że skoro mamy czteroosobową rodzinę, to musimy się zmieścić w takim czy innym domu, bo te potrzeby jak widać są bardzo różne. W niektórych z tych domów mieszkają całe rodziny, w niektórych pewnie niecałe.

AR-Z: Pamiętajmy, że to jest wystawa i to wystawa w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Architektura jest sztuką, a to jest prezentacja, pomijając funkcjonalność, o której mówimy, jednak dzieł sztuki. Te projekty są wybitne i wybrane.

KW: Chciałbym nawiązać do samego miejsca. Jesteśmy – odwołując się do tytułu wystawy kolekcji Muzeum – w sercu kraju – w ścisłym centrum między dwoma, czy trzema wieżowcami. Wystawa „Na przykład. Nowy dom polski” przedstawia architekturę w wersji mikro, realizacje zdecydowanie mniejsze niż te powstające w centrum dużego miasta. Można to potraktować jako pracę u podstaw jeśli chodzi o edukację – zapoczątkowanie debaty w odwołaniu do najbardziej przyziemnej i bliskiej nam architektury, rodzinnej, czy jednorodzinnej.

AR-Z: Ja myślę, że to też jest trochę wsadzenie kija w mrowisko, ale my tutaj, kiedy siedzimy właśnie pomiędzy Emilką, a przestrzenią wystawową na Pańskiej, mamy perspektywę mieszkańca wielkiego miasta. Zajmujemy się, zarówno Centrum Architektury jak i Muzeum Sztuki Nowoczesnej, różnymi bardzo ciekawymi zagadnieniami architektonicznymi dotyczącymi urbanistyki, blokowisk, wielkich teorii architektury, a zapominamy czasami, że właściwie około 50% Polaków mieszka gdzieś na prowincji w domach jednorodzinnych.

AS: Wielu odbiorców tej wystawy również mieszka na przedmieściach miasta.

AR-Z: I to też nie są tylko przedmieścia Warszawy – to są całe połacie kraju, różnych miasteczek, w których stoją wyłącznie domy jednorodzinne. Więc mamy do czynienia z zagadnieniem ważnym, to nie jest tylko tak, że dom jest luksusem, na który stać tylko bogaczy. To jest bardzo codzienne zagadnienie, które dotyczy bardzo wielu osób w Polsce, z którego my tutaj, siedząc w sercu kraju, nie zawsze sobie zdajemy sprawę. Więc chcieliśmy przywołać tutaj te przykłady, żeby pokazać – w tej chwili warszawiakom, a za chwilę wrocławianom – domy jednorodzinne z innych miejsc. Przybliżyć architekturę, którą trudno obejrzeć na co dzień. Raczej nikt nie pojedzie do Pszczyny, żeby znaleźć gdzieś na łące, czy w lesie jakiś dom i go obejrzeć. Zwiedza się zwykle innego typu obiekty architektury.

AS: Zwiedza się zazwyczaj miasta, rzadko uprawia się indywidualną turystykę za dziełami architektów. Więc to też jest taka dosyć unikalna okazja żeby obejrzeć te domy z trochę innej perspektywy. Nie tylko z perspektywy zdjęć, które pokazujemy na wystawie i które specjalnie zrobił dla nas Juliusz Sokołowski, ale również modeli projektu Marcina Kwietowicza, które w interesujący sposób oddają najważniejsze cechy tych budynków. Na przykład, kiedy najistotniejszy w projekcie był plan, staramy się ten plan pokazać zdejmując dach z makiety, jeżeli najważniejsze jest sąsiedztwo, wówczas makiecie towarzyszy fragment terenu, w którym stoi dom.

AR-Z: Bolko loft jest dlatego na tak wysokich nogach, ponieważ jest to dom urządzony w starej lampiarni górniczej wyniesionej na 9-metrowych palach. A zatem ktoś kto przechodzi tamtędy zawsze patrzy na ten budynek z dołu, dlatego chcieliśmy na wystawie w ten sposób oddać klimat tego miejsca. Te domki, które są małe i których najciekawszą cechą jest kompaktowa, zwarta bryła, są przedstawione w małej skali, jako niewielkie modele.

AS: Można je podziwiać po prostu z każdej strony, takiej możliwości nie ma w realnym świecie.

KW: W mediach wystawa „Nowy dom polski” ma bardzo duży oddźwięk. Czy odzywali się do Centrum Architektury ludzie prywatni z pytaniami na przykład o kontakty do architektów? Nie było jeszcze tego typu reakcji?

AS: Nie, jeszcze się z tym mnie spotkałyśmy, ale informacja o pracowniach, których domy są na wystawie jest powszechnie dostępna, więc być może te sygnały trafiają bezpośrednio do pracowni.

AR-Z: Na razie nie miałyśmy takich informacji.

AS: Nie mamy jeszcze żadnego sygnału ze strony współpracujących z nami pracowni, ale być może zapytamy za kilka tygodni, czy przełożyło się to w jakikolwiek stopniu na zainteresowanie ich twórczością.

AR-Z: Wydaje mi się, że ten odzew jest tak duży, ponieważ nie było do tej pory takiej wystawy. Podobna tematyka była dotąd podejmowana albo przez bardziej specjalistyczną prasę, czy konferencje branżowe. Natomiast z wystaw polskich domów jednorodzinnych, była ostatnio wystawa „Słynne wille Polski” w Muzeum Architektury we Wrocławiu, ale obejmowała ona również historyczne wille.

KW: Ja jestem osobiście bardzo ciekaw jaki będzie odbiór wystawy za granicą, czy na przykład obcokrajowcy sobie nie pomyślą, że w Polsce stoją same tego typu domki, jak przyjadą mogą być odrobinę rozczarowani… Myślę, że pomimo bardzo lokalnego wymiaru tej wystawy, może ona być również inspirująca dla obcokrajowców, w aspekcie kreowania własnej przestrzeni na zasadach bardziej indywidualnych.

AR-Z: No nie wiem, czy cel edukowania obcokrajowców nie jest zbyt ambitny. Naszym założeniem było najzwyczajniej w świecie promowanie dobrej polskiej architektury.

AS: Pokazanie, że Polska nie stoi samymi pseudo-dworkami, albo Mc-rezydencjami, że nam też zależy na jakości, że chcielibyśmy żeby nasz krajobraz był tak uporządkowany jak we Francji, czy Szwajcarii, czy w niektórych landach w Niemczech. Oczywiście to nie jest nasza codzienność, ale mamy już pewne dobre przykłady i warto je przywołać.

AR-Z: Za granicą naprawdę niewiele się wie o polskiej architekturze, stąd też w ogóle pomysł tej wystawy. Docierały do nas od dawna sygnały, że jest duże zainteresowanie tą tematyką. Polska sztuka od kilku lat jest bardzo dobrze promowana, także design – kilka wystaw wzornictwa już pojechało w świat. Naszym celem jest pokazanie światu polskiej architektury.

KW: Bardzo ambitny cel – miejmy nadzieję, że uda się go osiągnąć. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s