Oczodoły i stracone nadzieje architektury

Na pierwszym piętrze Emilki rozpleniły się narracje miejskie w samym środku miasta – tak można skwitować obecne tu  prace, dotykające problemów współczesnych metropolii i myślenia o strukturze społecznej. Wszystko rozgrywa się między dwoma amplitudami – od pesymistycznych wniosków na temat upadku organizmu miejskiego jako pewnej idei, do zabawnych i pozytywnych refleksji na temat przywracania statusu czegoś intrygującego banalnym czy zmarginalizowanym elementom miejskiej dżungli. Z siatki korespondujących ze sobą prac warto wyłuskać wątek architektonicznych wizji „okiełznywania” przestrzeni.

Architekturze miejsc opuszczonych i nieprzyjaznych do zamieszkania przygląda się przez swój czarno-biały filtr Rafał Bujnowski, konstruując świetną malarsko kompozycję, rozbitą na poszczególne kadry w serii płócien „Oczodoły”. Bujnowski kojarzony jest przede wszystkim z grupą „Ładnie”, którą tworzył razem z Wilhelmem Sasnalem i Marcinem Maciejowskim. Artysta sprawnie żonglował wtedy chwytami malarstwa hiperrealistycznego, w celu pogłębienia refleksji nad istotą i kierunkiem samego malarstwa oraz działania na odbiorcę różnorodnymi konwencjami. Pogłos takich zabiegów obecny jest także w tej serii, poprzez którą autor wydaje się po raz kolejny zadawać kłam tezom o kryzysie czy nawet końcu malarstwa.

Bujnowski, zawsze balansujący na granicy między abstrakcją a malarstwem figuratywnym, okazuje się być wirtuozem czerni, która z każdym jego dziełem nabiera zupełnie innego wymiaru. W „Oczodołach” namacalna jest wręcz surowość i chropawość niewykończonych betonowych powierzchni apartamentowców, a połacie czerni, przypominające powierzchnię płyt winylowych, odbijają światło, wprowadzając dodatkowy efekt przestrzennej iluminacji. Malarz wykorzystał ten efekt i potencjał faktury płótna w serii Lamp Black, w której igra ze spojrzeniem widza, mnożąc sposoby interpretacji.

Powróćmy jednak do Oczodołów. Ustawienie prac na podłodze pod odpowiednim kątem zdaje się być także kapitalnym, acz prostym, zabiegiem. Manipulacja kątem patrzenia i skrócenie dystansu między widzem a dziełem, dynamizuje wzrokową partycypację odbiorcy. Plastyczny i ideowy wymiar tych płócien kojarzy się ponadto z konstruktywistycznymi wizjami i projektami. Podobne zainteresowanie tektoniką i manipulacją architekturą w malarstwie obecne jest w pracach Karoliny Zdunek (http://zdunek.wici.info/). Artystka studiuje napięcia form i płaszczyzn w swoich utopijnych wizjach prostych wariacji z perspektywą oraz konstrukcjami architektonicznymi. Podobnie jak u Bujnowskiego noszą one znamiona przemyślnego skrótu, maksymalizującego wrażenia uciekania przestrzeni i kierunków na płaskiej powierzchni płótna.

Wizje budynków w malarstwie Rafała Bujnowskiego są blisko brutalnej rzeczywistości. Dzieła te sygnalizują kryzys i frustrację, ukazują mieszkania nieosiągalne dla znacznej części społeczeństwa, natomiast ich stan przejściowy to zatrzymane w pół drogi ambicje boomu budowlanego. Paradoksalnie dom, jeden z najważniejszych w naszej kulturze archetypów i artefaktów, wytwarza formę bez-domności i zobrazowany jest jako pusta, niewypełniona życiem skorupa.  Dom bez człowieka materializuje się w  pustce zdehumanizowanej przestrzeni, grafitowe płaszczyzny stają się symptomami marazmu i stagnacji. Jednak Bujnowski tę upiorną i szarą rzeczywistość ukazuje w elegancki, intrygujący malarsko sposób, który przywołuje na myśl eksperymenty abstrakcjonistów z połacią płótna, nie uciekając przy tym jednak od śmiało uwodzących widza chwytów malarstwa realistycznego. Prace te wydają się mówić nie tylko o kryzysie architektury i masowego budownictwa, zadając pytanie o przyszłość miasta, kłopotliwą obecność pustostanów i deprymującą w polskim klimacie i krajobrazie szarość potencjalnych siedzib. Mieszkania są tu upersonifikowane – tytułowe oczodoły kojarzą się z czaszką, martwotą, a tym samym ziejącą pustką przestrzenią, którą dopiero pierwiastek ludzki zamienia w mieszkanie. Okno jest okiem, warunkiem zamieszkiwania staje się człowiek, bez niego budynek jest również martwym  punktem na mapie ludzkiej aktywności. Według Martina Heideggera zamieszkiwanie, bycie-w-świecie, jest pierwotniejsze niż budowanie [M. Heidegger, Budować, mieszkać, myśleć, [w:] tegoż, Eseje wybrane, tłum. K. Michalski i in., W-wa 1977, s. 317-334].  Artysta zdaje się akcentować pesymizm tkwiący w niewykorzystanym potencjale architektonicznej realizacji. Pozytywny aspekt budowania i wznoszenia został tu stłumiony przez ponurą wizję zderzania się modernistycznego ideału z bezlitosną ekonomią i porządkiem społecznym. Bujnowski ukazuje szkielet budynków, pierwotny i surowy stan przejściowy, ogniwo w zatrzymanym rozwoju. Nie interesuje go tutaj pełny kształt budynku, znacznie bardziej intrygujący staje się przyziemny brud niezaistniałego w pełni domu, symbolu degradacji i przemijania. Płótna są chłodne, oddziałują prostymi skrótami. Mogłaby to być też reminiscencja pogłębionej refleksji nad kształtem współczesnego budownictwa w Polsce – szybkiego, masowego „produkowania” miejsc pozbawionych duszy, podobnych do siebie pudełek do przebywania, dalekich od autentyzmu zamieszkiwania. Tim Daut w swoim artykule o domu jako kulturowym i społecznym konstrukcie, w świetle badań antropologii rzeczy, przywołuje postrzeganie domu jako „pojemnika na ludzi i rzeczy”, którym coraz częściej się on staje [T. Daut, Budowanie i zamieszkiwanie, [w:] tegoż, Kultura materialna w rzeczywistości społecznej. Wartości, działania, style życia, Kraków 2007, s. 73-88]. W gruncie rzeczy dom nie jest tylko martwym przedmiotem, lecz miejscem „odciskania tożsamości”, czego nie możemy powiedzieć na przykład o miejscu pracy, z którym nie czujemy tak silnego, często emocjonalnego związku.

Zainteresowanie architekturą na płaszczyźnie malarskiej jest zapewne w praktyce artystycznej Bujnowskiego także wynikiem jego studiów na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. „Oczodoły” nie są jednak jedynymi przykładami prac, w których główną bohaterką staje się architektura. W cyklu „Zmierzch” (2004) artysta zamalowywał czarną sylwetę kościoła St. Michael w Zug pojedynczymi pociągnięciami pędzla, imitując zapadanie zmroku. W obręb tej pracy wchodzi wideo przedstawiające sam proces oraz zamalowane na czarno płótno – efekt opisanego działania.

Z kolei w serii „Graboszyce” (2012-2013) zajmuje go budownictwo jednorodzinne małej miejscowości. Modeluje płótna na kształt sylwet domów, czyniąc z elementów codzienności wyabstrahowane obiekty plastyczne.

Istotna staje się tutaj relacja człowieka i przestrzeni, przez artystę zredukowana do przedmiotu, domu, który ukazany został jako enklawa prywatności. Sprowadzony został do formy sugerującej domek dla lalek, która ma przypominać o materialności życia i podstawowej ludzkiej potrzebie ogarniania przestrzeni, jaką jest zapewnianie sobie schronienia. Budowanie jest więc także nadawaniem tożsamości bezosobowej, abstrakcyjnej przestrzeni. Domy-płótna są ironicznym komentarzem do stanu polskiego budownictwa i gustu użytkowników. Bujnowski, wydzielając budynki z kontekstów, pyta o ich formę, jednocześnie zwracając uwagę na to, że mimo wszelkich wad świadczą one o kolorycie polskiego krajobrazu, będąc często swoistą egzotyką dla turystów. Te domy mówią również o emocjonalnym stosunku człowieka do materii, sytuowanym gdzieś w rejestrze sentymentalnego wspomnienia. Dlatego domki i „dworki” wywołują w odbiorcy wrażenia rozpięte między sądami z zakresu estetyki a refleksjami nad charakterem miejsca, które wypełnia sobą człowiek w różnych aspektach jego działania. Dom-oczodół pozostaje z kolei w domenie zimnej, nieukończonej architektury jako konstrukcji.

Katarzyna Mieleszko

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s