Przestrzenie niczyje. Korespondencje Berlin-Warszawa

Joanna Rajkowska, Miastobagno, 2012
Joanna Rajkowska, Miastobagno, 2012

„W sercu kraju zieje pustką”. Pierwsze zdanie tekstu Joanny Mytkowskiej, otwierającego katalog wystawy, mogłoby posłużyć jako wstęp do interpretacji niejednej pracy z kolekcji. Idealnie wpisuje się ono w kontekst m.in. widocznego od strony pasażu przy ul. Pańskiej obrazu-wizji Joanny Rajkowskiej, projektu „Miastobagno”.

Miejskie nieużytki, przestrzenie niczyje, sztuczne pustki, luki w aglomeracyjnej tkance. Przestrzenie puste w sensie fizycznym, ale też duchowym. Niezagospodarowane, sztucznie wytworzone (przez człowieka? architekta? historię?) ubytki w uzębieniu miasta. Bodaj każde miasto ma swoje. Wstydliwe, retuszowane, czy też pieczołowicie pielęgnowane w duchu monumentalnego umiłowania przestrzeni. Ta opowieść dotyczy jednak miejsca-konkretu, stolicy, a więc kolejnego „serca kraju”, jakim jest Berlin.

Etymologia nazwy stolicy Niemiec bywa czasem wiązana ze starosłowiańskim „berl” – czyli dosłownie „bagnem”. Miasto położone było bowiem na mokradłach wokół Szprewy, dziś już całkowicie zapomnianymi. Tą, która postanowiła wyłowić leżące u źródła tożsamości Berlina bagno z niepamięci, jest polska artystka, Joanna Rajkowska. „Miastobagno” to jej odpowiedź na pustkę obszaru Schlossplatz – Placu Zamkowego, znajdującego się przed niegdysiejszym Pałacem Republiki (Palast der Republik) w Berlinie. Jego dzieje potwierdzają tezę, że Berlin wciąż nie potrafi poradzić sobie z własną historią i tożsamością.

Widok na Berliner Stadtsloss z ok. 1900 r., źródło: Wikipedia

Dzisiaj, tak jak otoczenie warszawskiego PKiNu, Schlossplatz „zieje pustką”. Do 1950 roku stał tutaj Berliner Stadtschloss, rezydencja pruskich królów i niemieckich cesarzy, wyburzony i w 1976 zastąpiony przez socjalistyczny Pałac Republiki, siedzibę władz NRD. Po ponownym zjednoczeniu Niemiec Pałac Republiki jako budynek emblematyczny dla reżimu socjalistycznego został rozebrany. Od tej pory Schlossplatz przypomina niszę w regularnej siatce miasta – puste pole, otoczone przez klasycystyczne, neogotyckie i modernistyczne budynki, neorenesansową katedrę (widoczną na fotomontażu Rajkowskiej) oraz, obecnie, plac budowy. W 2007 roku Bundestag podjął decyzję o przywróceniu temu miejscu oblicza sprzed 1950 roku i odrestaurowaniu dawnego pruskiego zamku.

Alternatywnych projektów było wiele – w przestrzeni placu widziano m.in. miejsce dla Biblioteki Narodowej (projekt Alexandry Butterworth) czy „Forum of Water” Petera Wilsona – dryfujacy po zaaranżowanym stawie geometryczny budynek, do którego dostęp byłby możliwy wyłącznie za pomocą specjalnych łódek. Propozycja Rajkowskiej sprowadza się do przeogranizowania istniejącej przestrzeni na wzór realiów nie sprzed dziesiątek, ale sprzed tysięcy lat. Po co rekonstruować stan z XVIII wieku? Jaki sens ma dziś odwzorowanie zamku 6o lat po jego wyburzeniu, zastosowanie imperialnej stylistyki, nieadekwatnej w obliczu obecnych realiów? A jeśli mamy odwoływać się do historii – dlaczego nie cofnąć się w dużo bardziej odległą przeszłość, do czasów naturalnego krajobrazu, kiedy to miejsce pozostawało jeszcze nieskażone historyczną traumą i politycznymi przewrotami?

Schlossplatz w Berlinie, 2013, źródło: hauptstadtblog.de
Schlossplatz w Berlinie, 2013, źródło: hauptstadtblog.de

„Miastobagno” to (niezrealizowana) próba przywrócenia, czy raczej odwrócenia znaczenia tego miejsca. Rajkowska proponuje zaistnienie pośród architektonicznych konstrukcji tworu biologicznego. Jak pisze artystka na swojej stronie, „błotniste mokradła niedostępne dla ludzi byłyby zamieszkane przez dzikie ptaki, rosłyby tam trawy, sitowie, turzyce, pałki i mchy. Starannie zaprojektowany przez architektów krajobrazu, kojarzyłby się z miejscami utrwalonymi w kolektywnej pamięci przez obrazy romantycznych malarzy – np. Caspara Davida Friedricha, którego koncepcja przedstawienia natury została określona przez rzeźbiarza Davida d’Angersa (1788–1856) jako ‘tragedia krajobrazu’”.

Owa „tragedia krajobrazu” osiąga u Rajkowskiej wymiar społecznej utopii – Miastobagno ma być miejscem wolności od historycznych naleciałości, od imperatywu reprezentacji i pozostałości imperialnej pychy. Nie nawiązując do żadnej wyznaczonej odgórnie stylistyki, jednocześnie otwiera na nowe możliwości interpretacji, zmusza do interakcji. To spacja w codziennym anonimowym biegu – w naturalnym otoczeniu ludzie mają szansę odpocząć od obowiązku sztuczności, pośpiechu. Bagno miałoby stwarzać okazję do zatrzymania, spojrzenia sobie prosto w oczy i oddechu – czy nie przypomina nam to innej miejskiej realizacji Rajkowskiej?

Podobne postulaty przedstawiał projekt „Dotleniacz” z 2007 roku – efemeryczna, trwająca 3 miesiące interwencja w centrum polskiej stolicy. Także w tym przypadku została podkreślona dziwna tendencja placów miejskich do pozostawania pustymi przestrzeniami – tłumiącymi w sobie wiele znaczeń, a jednak pozbawionymi logicznego porządku.

Podobnie jak berliński Schlossplatz, Plac Grzybowski to miejsce historycznie naznaczone. Były obszar dzielnicy żydowskiej, podczas II wojny światowej wcielony do getta – dziś zawieszony pomiędzy różnymi porządkami czasowymi, warstwami architektonicznymi, grupami społecznymi. Otaczające go budynki przynależą do różnych stylów, kręgów kulturowych i epok. Synagoga, kościół, wieżowce mieszczące siedziby korporacji; kameralne sklepiki prywatnych producentów, sprawiające wrażenie czasowo wypożyczonych z poprzedniej epoki; nowe, klimatyczne kawiarnie; luksusowe apartamentowce. Niedawno toczył się tu spór między władzami dzielnicy, mieszkańcami a skateboardzistami, chętnie (ku niezadowoleniu niektórych) uczęszczającymi te rejony. Jak pogodzić te nieprzystające do siebie obszary, samoistnie (mimowolnie?) zebrane w jednym punkcie miejskiej przestrzeni?

Dotleniacz, 2007, fot. Joanna Rajkowska
Dotleniacz, 2007, fot. Joanna Rajkowska

W lipcu 2007, zgodnie z zamysłem Rajkowskiej, pośrodku pl. Grzybowskiego zaaranżowany został staw o powierzchni ok. 140 m2, obsadzony zielenią, krzewami ozdobnymi i nenufarami, zaopatrzony w specjalne urządzenia ozonujące powietrze i wytwarzające mgłę. Dookoła ustawione zostały ławki dla przechodniów, mieszkańców – uczestników tego spektaklu natury. Rajkowska formułuje tutaj tę samą koncepcję odciążenia miejsca i jego mieszkańców z historycznego znaczenia.

Sprowadzić do wymiaru tabula rasa. Postawić monument, niebędący monumentem w stereotypowym rozumieniu tego terminu. Stworzyć przestrzeń prawdziwie wspólną, dającą możliwość komunikacji. Wyleczyć przez neutralizację doznań i zwrócenie nas nie do tego, co wiemy, ale do tego, co czujemy, wyrwanie z zastanego porządku. Czy nie jest to idealny sposób terapii dla miasta?

Ta koncepcja osiąga swoje ekstremum w innej pracy artystki w kolekcji MSN – niemożliwym do realizacji „Wąwozie” z 2009 r. Tym razem Rajkowska wizualizuje głęboką na kilka metrów wyrwę między dwoma budynkami Muzeum, umiejscowioną w pasażu na Pańskiej.

Zasada się powtarza: zamiast dodawania kolejnych elementów – odkopywanie niższych, podskórnych warstw miasta. I znów abstrakcyjna aluzja do sytuacji miejsca – nieprawidłowości, jaką jest brak siedziby Muzeum. I znów zabieg myślowy – a co, jeśli – dla wyolbrzymienia tego faktu – zmusimy pracowników muzeum do biegania w te i we w te po linowych mostkach, łącznikach i schodach? Znów zamach na rutynę – centrum miasta, naprzeciwko utrwalony w naszej pamięci stały punkt na mapie Warszawy, Pałac Kultury. Nagle chodnik się urywa i przechodzi w groźną przepaść, próżnię samą w sobie, brak.

Pustkę w sercu kraju.

Joanna Rajkowska, Wąwóz, 2009
Joanna Rajkowska, Wąwóz, 2009

______________

Hanna Dyrcz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s