Niewidzialne narracje historii

Sanja Iveković, chorwacka artystka, urodzona w Zagrzebiu w 1949 roku, doskonale porusza się po różnorodnych mediach artystycznych. Obecnie uważa się ją za jedną z pierwszych artystek z byłej Jugosławii, definiującą swoją sztukę jako feministyczną. W 2009 roku Iveković zrealizowała na zaproszenie Muzeum Sztuki Nowoczesnej projekt dotyczący ruchu wolnościowego „Solidarność”, w którym podjęła próbę nałożenia feministycznej perspektywy na oficjalny, popularny dyskurs historyczny. Materialnym efektem działań artystki w Polsce mającymi na celu rozpoznanie i zdefiniowanie problemu funkcjonowania kobiet w kontekście wspomnianego ruchu jest praca „Niewidzialne kobiety Solidarności” zakupiona przez Muzeum do kolekcji i prezentowana obecnie w ramach wystawy „W niedalekiej przyszłości”.

kadr z filmu Fred'a Zinnemann'a "W samo południe", (1952)
kadr z filmu Fred’a Zinnemann’a „W samo południe”, (1952)

Wobec pierwowzoru

Praca Iveković składa się z dwóch niezależnych fizycznie części – lightbox’u oraz serii sześciu nietypowych portretów. Lightbox już w powierzchownej konfrontacji wygląda znajomo: autorka zmodyfikowała plakat wyborczy Tomasza Sarneckiego z 1989 roku, który obecnie funkcjonuje w Polsce niemal jako ikona pierwszych wolnych wyborów doby transformacji. Warto przez chwilę zatrzymać się przy fenomenie samego pierwowzoru. Wizerunek mężczyzny wykorzystany przez Sarneckiego to kreacja aktorska Gary’ego Cooper’a, bohatera słynnego westernu amerykańskiego „W samo południe” z 1952 roku. Autor plakatu zastąpił rewolwer aktora na narzędzie walki innego typu – kartę do głosowania, dodatkowo wyposażając postać w logo Solidarności przypięte do kamizelki. Ostatecznie, choć nie bez przeszkód, w samo południe 4 czerwca na ulicach Stolicy pojawił się „Gary Cooper Solidarności”, który w ramach narracji filmowej był postacią dążącą do przywrócenia ludziom wolności i wymierzenia sprawiedliwości uzurpatorom. Jak deklaruje Sarnecki w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”: „Szukałem bohatera, takiego „jedynego sprawiedliwego”, który poprzez swój wspaniały, szlachetny, nieskazitelny wizerunek byłby w stanie udźwignąć ciężar ponad miarę jednego człowieka. Idealnym rozwiązaniem było znalezienie kogoś powszechnie znanego, lecz nie obarczonego odium naszych czasów, większej lub mniejszej polityki. Dlatego nie zdecydowałem się na wizerunek Jana Pawła II czy Lecha Wałęsy, ale właśnie Gary’ego Coopera”. W innym miejscu dodaje: „(…) był postacią idealną. Działał na wyobraźnię ponad podziałami i granicami”.

 

Tomasz Sarnecki, W samo południe, 1989
Tomasz Sarnecki, „W samo południe (…)”, 1989.

Wykluczone bohaterki

W wersji plakatu Sanji Iveković brakuje wielkiego bohatera rozpoznawalnego w skali popkulturowej, który mógłby kojarzyć się z uniwersalnymi ideami. Zastąpiła go sylwetka kobieca, a właściwie jedynie jej cień. Całkowicie anonimowa, pozbawiona kulturowej charyzmy Cooper’a i jakiejkolwiek tożsamości. Niezwykle istotnym elementem wprowadzonym przez artystkę jest również umieszczenie datowania 1989-2009. Wskazuje ono nie tyle na problem marginalizacji kobiet w kotekście samego ruchu Solidarności w latach prężnej działalności i walki, ale raczej na to, w jaki sposób pamięć społeczna o ówczesnych wydarzeniach i status działaczek kształtowane były po 1989 roku aż po współczesną rzeczywistość. W masowej wyobraźni, zwłaszcza młodszego pokolenia, które wiedzę o drodze do wolności czerpie przede wszystkim z oficjalnych kanałów dystrybucji, takich jak szkolna edukacja, podręczniki, publiczne formy upamiętniania; Solidarność kojarzy się przede wszystkim z ojcami-założycielami demokracji. W społeczeństwach patriarchalnych wielka polityka i historia nie jest przestrzenią, w której status kobiety funkcjonuje na równi z męskim. W kontekście ruchu solidarnościowego jest to szczególnie krzywdzące ze względu na to, że proporcje wyznaczone przez płeć uczestników były zbliżone. W ten sposób dochodzimy do drugiej części pracy, serii portretów działaczek Solidarności, nietypowych o tyle, że pozostających ledwo widocznych. Widz w konfrontacji z wizerunkami realnych zaangażowanych osobowości, musi stanąć pod odpowiednim kątem, aby dostrzec ich oblicza. Każda z nich, podobnie jak tysiące innych kobiet, ma swoją historię, która nie została uznana za godną uwagi w dyskursach publicznych i kształtowaniu wizji przeszłości.

Sanja Iveković, "Niewidzialne kobiety Solidarności", 2009.
Sanja Iveković, „Niewidzialne kobiety Solidarności”, 2009.

Krytyczne interwencje

Podejmując refleksję nad pracą Iveković oraz szerokim kontekstem dzieła, dochodzimy do sedna problemów nowoczesnej kultury zwłaszcza w jej krytycznym i kontestującym wymiarze. Historia to konstrukt kulturowy, struktura narracyjna, która zawsze jest przez kogoś obramowywana. Charakteryzuje się opresyjnością w znaczeniu ustanawiania kanonów tego, co powinno być z przeszłości wydobyte, wypierając pozostałe jej fragmenty. Proces ramowania jest niezbędny, ponieważ historia zawsze jest jedynie rekonstrukcją tego, co minione, jego odbiciem; jednak ramowanie opiera się nieustannie na wykluczaniu. Jeśli krytyczne spojrzenie na historię, ale też szeroko na inne struktury życia społecznego może odnaleźć gdzieś swoje zastosowanie to jest to właśnie sztuka. Pole działalności artystycznej bazującej na intuicji i wrażliwości wytwarza materialne obiekty celujące w uświadamianie tego, co zazwyczaj podskórne. Dla masowego widza feminizm przestaje być jedynie szeregiem medialnych manifestacji i postulatów, które budzą rozmaite odczucia i kontrowersje. W pracy ujawnia się badawczy potencjał feminizmu nieznany szerzej poza środowiskami akademicko-instytucjonalnymi. To potencjał krytyczny, wyrastający z myśli marksistowskiej, podważający zastany porządek; w tym oficjalne narracje. Feminizm jako praktyka i filozofia społeczna nie pozwala uznawać pewnych struktur czy mechanizmów, w których funkcjonujemy za naturalne i bezdyskusyjne – wskazuje na tkwiące w nich manipulacje i interesy polityczne. We współczesnym świecie zdominowanym przez władzę „niewidzialnych rąk” oraz skomplikowanych procesów składających się na organizowanie życia społecznego, których nie dokońca rozumiemy, tego rodzaju wartości sztuki są nie do przecenienia.

Próby wzajemnego zrozumienia

W celu opuszczenia obszaru pesymizmu i negatywnych stwierdzeń dotyczących rzeczywistości warto zwrócić uwagę na to, że jednak coraz więcej w kwestii kobiecych narracji się zmienia. Nadużyciem byłoby stwierdzenie, że prezentacja „Niewidzialnych kobiet Solidarności” w 2009 roku przyniosła jakieś konkretne rezultaty czy była wypowiedzią profetyczną. Raczej jest po prostu tak, że artyści często intuicyjnie przeczuwają odpowiednie momenty, koncentrują się na tematach, wokół których toczy się lub lada moment rozpocznie się debata publiczna. Obchody dwudziestolecia transformacji w roku 2009 stały się impulsem dla powołania Kongresu Kobiet, który od tamtej pory odbywa się cyklicznie; przy czym już pierwszy Kongres uhonorował tytułem „Polki dwudziestolecia” Henrykę Krzywonos. Powstaje coraz więcej pozycji, biografii, przekazów filmowych, studiów poświęconym kobietom, które działały w opozycji, z okazji obchodów 4 czerwca wręczane są odznaczenia, wreszcie – organizuje się publiczne debaty jak np. dyskusja „Kobiety Solidarności”zorganizowana w Senacie w roku ubiegłym. Nawet w telewizji publicznej przy okazji obchodów pojawiaja się w serwisach informacyjnych reportaże o roli kobiet w walce o wolność, przybliżające ich działalność i wsparcie ruchu na różnych poziomach zaangażowania. Wszystko to jest pozytywnym symptomem poszerzającej się świadomości oraz chęci uzupełniania lekcji polskiej historii. Istnieje jednak zjawisko, na które warto zwrócić uwagę w kontekście „niewidzialnych” bohaterek i interwencji feministycznych pomiędzy którymi dochodzi do pewnego rozdźwięku. Część działaczek niekoniecznie chce być postrzegana w kategoriach płciowych i umieszczana w obrębie narracji kobiecych; wielokrotnie przypominają o tym, że robiły to, co do nich należało i raczej mieści się w obrębie uniwersalnych wartości narodowych i tożsamościowych. Jak wynika z wielu dyskusji część z nich nie uważa się za zmarginalizowane czy za bohaterki; być może ze względu na pozytywistyczny charakter wsparcia jakie oferowały, zwłaszcza w przeciwieństwie do niemal „romantycznego” przywództwa mężczyzn. Jest to jednak cała sieć skomplikowanych relacji poglądów, języka, używanych kategorii pojęciowych i ich rzeczywistego odniesienia wobec doświadczeń tych, którzy mogą dawać świadectwo. Stąd niezwykle istotna jest chęć wzajemnego wsłuchiwania się w relacje i postulaty oraz poszukiwanie kategorii i kliszy, które rzeczywiście pozwolą wybrzmieć historiom, którym Sanja Iveković postawiła wystawić skromny, a jednak trafny i celny w przekazie pomnik.

 

Katarzyna Witt

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s