„Przedmiot codzienny bez oczu lecz z twarzą”*

Znajdujemy się na marginesach widzialności. Dryfują tu rzeczy, z których obecności zdajemy sobie sprawę dzięki widzeniu peryferyjnemu, lecz nie dotykamy ich wzrokiem. Zjawiska niezwykłe, dziwne, intrygujące  i ekscentryczne znajdują się tuż pod warstewką wszystkiego, co ochrzczone zostało przez znudzoną ludzkość banałem, a jak się okazuje, jest po wielokroć wynikiem lekceważenia wysiłku wnikliwej obserwacji.   Zastanówmy się, co widać, gdy staniemy twarzą w twarz z przedmiotem zagarniętym w orbitę sztuki.

IMG_9241

Niejako w kontraście do konwulsyjnej machiny Bytu – rozedrganej sprężyny hydraulicznej,  w tej samej przestrzeni ekspozycyjnej znalazły się przyglądające się jej kruche, skromne obiekty o dużej sile wyrazu. Z wielkoskalowej narracji o uniwersaliach zwracamy się ku domowym, intymnym historiom. Przyjemność klecenia modeli i plastycznych konstrukcji splata się tutaj z dociekliwą ingerencją majsterkowicza w naturę przedmiotu. Stołeczek Gizeli Mickiewicz przygotowuje się do ucieczki w przestrzeń, rozwarstwiając nogi i podnosząc górną część jak biedronka rozkładająca pancerzyk do lotu. Tytuł  Nie za daleko zdaje się być zabawnym nawoływaniem i zaklinaniem ruchliwego przedmiotu, aby nie zniknął nam z pola widzenia. W samym tytule zdaje się być zawarta także nostalgiczna aura związana z czasem dzieciństwa, kiedy w ferworze zabawy uciekaliśmy w nieznane, poszerzając stale obszar naszego doświadczenia, a gdzieś w tle słychać było troskliwego rodzica mówiącego, byśmy nie odchodzili za daleko.

IMG_9243

Mebel staje się podobnym do bezbronnego dziecka, które należy otaczać opieką. Z drugiej strony, jak to dziecko, jest ono zadziorne i niezależne – ciekawość świata może prowadzić je w nieznane rejony. Analogicznie, obiekt Mickiewicz działa na własnych zasadach, domagając się uwagi i specjalnego traktowania (artystka pisała o tym celnie w na poły poetyckim, żartobliwym quasi-traktacie Rozkładanie kanapy na warunkach kanapy).  Powróćmy do samego zastosowanego tu zabiegu – operacji, która dokonuje się na bazowej materii prozaicznej codzienności. Karykaturalny design Mickiewicz zdaje się być delikatnym badaniem anatomii przedmiotu, dokonanym przy pomocy równie niewyszukanego obiektu jakim jest wykałaczka.  W kontrze do tego prostego działania możemy postawić inny rodzaj modyfikacji przedmiotu w sztuce, jaki reprezentuje opisywany w jednym z wcześniejszych artykułów, zresztą również meblarski, obiekt Romana Stańczaka. W tym przypadku, aby zbadać spodnie warstwy przedmiotu, artysta w brutalny, ekspresyjny sposób obrał peerelowską meblościankę z politury, eksponując efekt swojego działania w postaci piętrzących się obok skrawków . Meblarski Marsjasz Stańczaka stanowi w swoim wyrazie przeciwieństwo „ściszonego” do minimum dyskretnego i czułego gestu zdeponowanego w strukturze prostego sprzętu Mickiewicz. Intrygującą wydaje się ta sztuka tworzona z tego co wokół i pod ręką, z materii codzienności okrzepłej w rytuale domowego repozytorium sprzętów, aparatur, narzędzi, słowem – zespole ogranych konkretów, które artyści poddają dekonstrukcji spod znaku swobodnego rozwarstwiania pozornie stabilnych obiektów. Godne polecenia byłyby w tym kontekście również prace czeskiej artystki Pavli Scerankovej. Rozbraja ona  „szare eminencje” jak stara lampa czy szafka, a jej działania nadają im absurdalnej, zawadiackiej  i groteskowej dynamiki.

scerankova
Pavla Scerankova, Enough and To Spare, 2010, źródło: http://www.galeria-arsenal.pl

Elementami architektury wnętrz zajmuje się , choć w nieco inny sposób, również Rachel Whiteread, by wspomnieć tu tylko jej słynne Untitled (16 Spaces) z 1995 r. Kolorowe formy nieregularnych kubików, przypominające zrytmizowane dzieło minimalisty, okazywały się odlaną z żywicy przestrzenią pod krzesłem. Nawet prosty zabieg może odsłonić pokłady czegoś zdumiewającego w prozie życia. Chociażby jak w przypadku postawionych na baczność Pogrzebaczy Izy Tarasewicz, która zdaje się powracać do źródłowego, dziecięcego doświadczenia nadawania przedmiotom duszy, zabawy w uczłowieczanie obiektu. Dzięki temu rzeczywistość staje się wciąż na nowo pisaną historią, baśnią rozgałęziających się światów „robionych” przez dziecko. Tak też czyni bohater dramatu „Szara msza” Mirona Białoszewskiego, dla którego wyobraźnia stanowi filtr przestrajający prostą domową czynność prasowania w rytuał o randze liturgicznej celebracji. Teksty Mirona i jego praktyka teatralno-filmowa pokazują, że w jego systemie filozofii codzienności przedmiot zajmuje centralną pozycję. Filozofia przepełniająca teksty poety jest właściwie medytacją na temat immanencji, niezgłębionych jakości materialnej warstwy życia, którą banalizujemy, podczas gdy „przekład z parasolki” może okazać się budującym doświadczeniem rozszczepiania znanego sobie świata w nowe konstelacje znaczeń (o Białoszewskim szerzej w innym artykule).  Każdy przedmiot jest obdarzony energią – wykracza poza obszar biernego elementu „obiektywnej” realności i, jak chciałby Bruno Latour, staje się pełnoprawnym aktorem i składnikiem złożonej siatki naszych działań.

IMG_9237

Obiektem, który patrzy na nas zwrotnie są zaś zmultiplikowane przez tę samą artystkę żaluzje. Stają się one konstrukcją, w której odbija się natura człowieka, wiecznego voyeurysty, ciekawskiego podglądacza, sondującego poczynania sąsiada z bezpiecznej pozycji ukrytego za cienkimi listewkami. Poprzez prosty gest ich odgięcia zaakcentowane zostało zamrożenie samej trajektorii patrzenia, wzroku wścibskiego osobnika. Z pracy płynie refleksja o paradoksie zawartym w ludzkiej naturze, stwarzaniu sobie zasłon i kurtyn do obrony przed światem oraz jednoczesną potrzebą aktywnej partycypacji w tym, co dzieje się wokół. Kolejne przesłony ilustrują odgradzanie się, izolację, zajmowanie bezpiecznej pozycji w obawie przed byciem obserwowanym. A być może owo Cofanie wzroku na najbliższy plan ma wydźwięk pozytywny, stanowi powrót do tego, co znane i oswojone, skrojone na naszą miarę. Wędrujący przez szatkujące widok żaluzje wzrok zderza się w tej pracy ze ścianą. Nie musi to jednak oznaczać pesymistycznej konstatacji o granicach naszej percepcji, ale może demonstrować cofanie z histerycznego strumienia życia do wnętrza, wyrażać potrzebę autorefleksji, skupienia, podjęcia wysiłku twórczego przepracowania własnych doznań. Widziałabym w tym pozytywny aspekt wsobności i wycofania się do sfery prywatnej. Takie oddzielenie zatem nie musi być negatywnym skutkiem alienacji – sprzęty artystki sugerują aktywny ruch myśli wprowadzany w sferę przedmiotów, z którymi jesteśmy zaprzyjaźnieni.

IMG_9239

Prosta kompozycja Michała Budnego stawia na ciekawy kontrast jakości – topniejący lód stworzony został z materiałów „emitujących” ciepło. Artysta tworzy coś w rodzaju intymnego kokonu –zapominamy o temperaturze lodu, z którą miała być powiązana idea pracy. Charakterystyczna dla sztuki Budnego skrótowość w potraktowaniu użytych materiałów skłania też do myślenia o tej pracy w kategoriach plastycznych operacji, klejenia modeli, składania origami – słowem, procesu wlewania inwencji w materiały łatwo dostępne, „biedne”, ulotne (takie, które niesłusznie szybko stają się bezużyteczne i lądują w koszu). Pergaminowa lekkość także w przypadku tej pracy sugeruje delikatne zakreślanie przestrzeni na wystawie, wtopienie się w jej strukturę raczej, niż dobitne zaznaczanie swojej obecności w mocnym plastycznym geście. Kilka realizacji na ekspozycji mierzy się z tą wielką kategorią, jaką jest czas, jednak żadna nie operuje tak pozornie niewyrafinowanymi środkami. Działanie czwartego wymiaru oddane zostało tutaj dzięki niestabilności przedmiotu, która mówi jednocześnie o nieubłaganym biegu godzin, zacierającym intensywność wspomnienia.

Jak widać, zmiana perspektywy patrzenia na przedmiot może stać się nieustającą przygodą . Choć to być może banalne, takie zjawiska przypominają o jednej  z funkcji sztuki, która jest wyzwalaniem ciekawości wobec świata. Codzienność może być hemingwayowskim „ruchomym świętem”, niezależnie od miejsca i czasu, w którym się znajdujemy. Zdegradowane przedmioty zyskują w sztuce nowe życie, a twórczy recykling jest ich emancypacją oraz przypomina, że możemy spojrzeć na rzeczy inaczej niż tylko w kategoriach poręczności. Opisane w tym skromnym tekście biografie przedmiotów są tylko początkiem historii związanych z materialnością, które zasiedlają przestrzeń Emilii.

Katarzyna Mieleszko

*cytat w tytule pochodzi z wiersza Zbigniewa Herberta Stołek z tomu Struna światła

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s