Dwie Ziemie

Ho Tzu-Nyen, Earth, 2009, video, 41:33 min. (kadr)

Autor: Bartłomiej Sierpiński

Kiedy tego samego dnia oglądałem prace Wróblewskiego i wystawę „Gdyby dwa morza miały się spotkać”, moją uwagę przykuły dwa pozornie różniące się wszystkim dzieła. Dopiero w trakcie kolejnej wizyty odkryłem, że łączy je tytuł. Mowa o obrazie Wróblewskiego „Ziemia” (1948) i wideo Ho Tzu-Nyena „Earth” (2009). Wspólny tytuł, odmienność formalna prac i ponad sześćdziesiąt lat pomiędzy ich stworzeniem zdawały się prowokować do wskazania związków pomiędzy nimi, chodźby z czystej przekory. Jednak wyszukiwania podobieństw i kontrastów pomiędzy pracami Wróblewskiego i Tzu-Nyena nie uważam za pustą zabawę intelektualną. Sądzę, że zestawienie to może zaowocować pogłębioną refleksją na temat świata i nie jest to przesadne wyolbrzymienie, gdyż obydwie te prace ze względu na swoją tematykę są dziełami „totalnymi”.

 

W pracach Andrzeja Wróblewskiego z lat 1948-1949 podstawową figurą geometryczną jest koło, zazwyczaj będące przedstawieniem ciała niebieskiego. „Ziemia” to obraz wyróżniający się na tym tle, gdyż ukazuje planetę na której żyjemy, a nie widziane z jej powierzchni gwiazdy (tak jak znajdujące się na odwrocie obrazu „Ciemne niebo”). W dziele tym nie ma człowieka, nawet w roli obserwatora, z którego perspektywy przedstawiono, dajmy na to, Słońce. Dlatego może dziwić deklaracja Wróblewskiego, który pragnął, aby jego prace o tematyce astralnej „wisiały w świetlicach i halach fabrycznych, by podnosiły robotników na duchu swą przejrzystością, by kolorem pomagały w codziennej pracy”. Jednak po przyjrzeniu się temu, jak artysta przedstawił Ziemię, łatwiej zrozumieć jego postulat. Planeta to równo przystające do siebie, różnokolorowe fragmenty, których barwy – czerwień, błękit, zieleń – przywodzą na myśl żywioły. Z obrazu emanuje zarówno majestat, jak i harmonia. Po przyłożeniu owych wartości do ideału sprawnie funkcjonującego społeczeństwa socjalistycznego widać, jak obraz Wróblewskiego mógłby być inspirujący dla proletariusza, a przynajmniej dla ideału proletariusza.

 

Słowem „majestat” również można określić pracę Ho Tzu-Nyena, ale owa majestatyczność sprawia wrażenie sztucznie narzuconej na treść. Film pierwotnie uwodzący obrazem gwiazd szybko uświadamia, że nieboskłon to tylko błyski na powierzchni rozlanej ropy naftowej. Przez ponad czterdzieści minut kamera powoli ukazuje obraz wystylizowanego zniszczenia, przywodzącego na myśl zniszczenia wywołane trzęsieniem ziemi – przemieszanie ciał ludzkich, kabli, pudeł, ryb i chaotycznie świecących jarzeniówek. Oświetlenie przywodzące na myśl romantyczne obrazy autorstwa Delacroix i zniekształcona spowolnieniem podniosła muzyka alternatywna czynią tę tragedię wydarzeniem mistycznym.


Czy jest to tylko zabieg służący odnalezieniu piękna i wzniosłości w tym, co dramatyczne? W miarę trwania filmu dostrzegamy, że postaci, które na początku zdają się martwe, zaangażowane są w powolny, hipnotyczny cykl budzenia-ożywiania i ponownego zamieniania się w niemalże nieruchomych modeli, odrealnionych przez ciepłe światło rodem z Caravaggia. Zniszczenie, bezmyślność cyklu życia i śmierci, oraz nierealny charakter samej egzystencji popychają jednego z bohaterów-modeli do zakwestionowania rzeczywistości poprzez wetknięcie palca, wzorem niewiernego Tomasza, w ranę innego bohatera.

Caravaggio, Niewierny Tomasz, ok. 1595–1596, olej na płótnie
Ho Tzu-Nyen, Earth, 2009, video, 41:33 min. (kadr)

Zapętlenie pracy, rozpoczynającej się fałszywym obrazem wszechświata i zakończonej odbiciem twarzy człowieka w wodzie, podkreśla iluzoryczny charakter rzeczywistości, a jej przestylizowanie przywodzi na myśl buddyjski dogmat twierdzący, że wszystko jest tylko formą, a forma jest pustką. Czy jest to apoteoza każdego przejawu rzeczywistości, w której wszystko „jest tym, czym jest” i niczym więcej (dlatego nawet katastrofa ma w sobie aspekt piękna, ponieważ do tej rzeczywistości przynależy), czy też pesymistyczna wizja Ziemi jako śmietniska-legowiska – o tym każdy sam musi zadecydować (jeżeli podjęcie tak jednoznacznej decyzji jest w ogóle możliwe).

 

Przy pracy Ho harmonia obrazu Wróblewskiego może wydawać się naiwna, jednak należy pamiętać, że jest to harmonia nie uwzględniająca obecności ludzi, ich cierpienia i dramatów, ale raczej idea, naturalny punkt wyjściowy, do którego społeczeństwo powinno aspirować. Jest to niezwykle wysokie wymaganie wobec rodzaju ludzkiego – konfrontacja z siłą, ogromem i harmonią planety, na której mieszkamy, musi przejąć nas drżeniem. Uważam, że uczuciem najsilniej łączącym obydwie prace jest wzniosłość. Kant definiował ją jako uczucie wywołane przez coś, co jest niemożliwe do ogarnięcia umysłem ludzkim przez swoją wielkość, bezgraniczność i niemożliwość wyobrażenia. Blisko związane jest z nią przerażenie (którego nie można mylić z zagrożeniem), a więc uczucie wzniosłości może wywołać na przykład obserwowanie burzy z bezpiecznego miejsca.  Zawieszona w białej pustce, ogromna i zawierająca w sobie jednocześnie chaotyczne i jednorodnie przemieszane elementy Ziemia Wróblewskiego może wzbudzić w nas właśnie wzniosłość, gdyż jesteśmy wobec niej bez znaczenia – postulat traktowania jej majestatu jako wzoru dla pracy proletariuszy ukazuje tylko nierealność i niemożliwość realizacji ideałów komunistycznych. Z kolei u Ho wzniosłość bardziej niż z naturalnej siły tego, co jest w pracy artysty przedstawiane, wynika ze świadomego podkreślenia estetycznego aspektu katastrofy, prawdopodobnie wywołanej – co nie jest bez znaczenia – siłami natury.

Andrzej Wróblewski, Ziemia, 1948, olej na płótnie

Objęcie całości świata, który znamy, w jednym dziele sztuki jest przedsięwzięciem budzącym uzasadniony sceptycyzm. Wszelkie „wielkie tematy” – Bóg, śmierć, miłość, ontologiczny status świata – w sztuce współczesnej częściej zostają poddane namysłowi przez pryzmat zjawisk mniejszych, określonych politycznie, sprowadzonych do skrajnie subiektywnego doświadczenia estetycznego. Za przykład takiego podejścia mogą służyć wystawione obok pracy Ho fotografie i wideo Franciszka Buchnera – zapisy spokojnej, medytacyjnej (ale też – równolegle, niby w zgodzie z doktrynami buddyzmu  – pustej) obecności martwych zwierząt, dzięki artyście stających się minimalistycznym spektaklem. Może prace Wróblewskiego i Ho zaintrygowały mnie właśnie dlatego, że tak drastycznie wykraczają poza detal, czy też doświadczenie osobiste. Tematyką obydwu prac jest „refleksja nad światem” i ich siła polega na tym, że pomimo wagi tematu twórcy nie popadli w patetyzm.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s