Robiąc użytek a przestrzeń muzeum

Autor: Zosia Dałkowska

Robiąc użytek to wystawa niecodzienna i rewolucyjna, łamiąca schematy, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Oprócz kilku wyjątków nie zobaczymy na niej właściwie dzieł sztuki, a jedynie raporty, które prezentują projekty wydarzające się poza muzeum – „gesty”, które „należą do świata”, jak pisał Brian O’Doherty. Nie jest możliwe zamknięcie ich w ramach instytucji, ponieważ są one nierozerwalnie złączone z rzeczywistością; nie tworzą jej makiety, a naprawdę w niej uczestniczą – są jej modelem 1:1. Według teorii Jerzego Ludwińskiego, która stanowi jedną z inspiracji kuratorów, sztuka przechodzi do kolejnego etapu rozwoju i coraz bardziej „rozpływa się” w świecie rzeczywistym; możemy odnaleźć ją w wielu różnych sferach życia, gdzie jej „współczynnik” może być mniejszy lub większy, np. w polityce, demonstracjach ulicznych, itp. Tomasz Raczkowski pisze w artkule Alternatywne historie myśli socjologicznej… o socjologii, która rozwija się „poza opisywanymi dotąd systemami” i moim zdaniem pojęcie socjologii można bez problemu zastąpić słowem sztuka: „A przecież cały ten samorzutny świat socjologii [sztuki], świat idei, gdzieś pozostaje, gdzieś – pomiędzy ludźmi – się toczy” i nie musi być ograniczany do sal galeryjnych. Jednak jeśli rzeczywiście obserwujemy wychodzenie sztuki poza obręb instytucji, jaką rolę powinno w takim razie pełnić współczesne muzeum? Jak może prezentować zwiedzającym taką twórczość i czy jest to w ogóle możliwe?

use it tgth
Rys. Krzysztof Pyda

Idea muzeum, do której jesteśmy przyzwyczajeni, jest de facto połączeniem kilku koncepcji. Z jednej strony jest to XIX-wieczne muzeum jako świątynia Friedricha Schinkela, budowniczego Muzeum Berlińskiego, które stanowiło przez długi czas wzór dla późniejszych założeń architektonicznych. Co ważne, Schinkel zakładał nierozerwalne połączenie dzieł sztuki z architekturą, która nie była całkowicie obiektywna – znaczenie miało umieszczenie obrazu czy rzeźby w konkretnym miejscu i wynikająca z tego hierarchizacja. Potem pojawił się modernizm i zwrot w kierunku idei white cube, z którą mamy do czynienia do dzisiaj. Bardzo trafnie charakteryzuje ją wspomniany już wcześniej O’Doherty, określając ją jako strukturę w pewien sposób „wieczną”, bezczasową. Taka przestrzeń właściwie uniemożliwia postrzeganie dzieł w jakichkolwiek kontekstach innych niż samo muzeum lub ewentualnie sąsiedztwo innych obrazów lub rzeźb. Pozbawiając je oryginalnego kontekstu, hołduje idei sztuki całkowicie niezależnej od rzeczywistości, rządzącej się swoimi prawami, pozostającej bez związku z toczącym się na zewnątrz życiem – l’art pour l’art. Co więcej, i to jest w kontekście Robiąc użytek znaczące, zwiedzający jest jedynie PATRZĄCYM, kimś zewnętrznym wobec dzieła, podczas gdy tutaj mamy do czynienia z UŻYTKOWNIKIEM. Ta wystawa idzie dalej niż postmodernizm, którego granicę od modernizmu charakteryzowało według Łukasza Guzka porzucenie ściany w kontekście ekspozycji dzieł sztuki – tutaj sztuka nie tylko nie potrzebuje ściany, aby funkcjonować; ona porzuca galerię jako całość. Słowo „porzuca” nie jest nawet w tym momencie adekwatne, ponieważ w przeciwieństwie do performance’u czy happeningu nie wychodzi ona z galerii lub muzeum, ale rodzi się na zewnątrz, całkowicie od niego niezależnie; używając pojęcia zdefiniowanego przez Stephena Wrighta, poprzez zapylenie. Ma wymiar społeczny i partycypacyjny, tak różny od ekskluzywnego statusu sztuki, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.

Czy można w takim razie interpretować Robiąc użytek jako krytykę instytucjonalizmu? Moim zdaniem niekoniecznie. Jej celem nie jest krytyka czy prowokacja w takim sensie, w jakim stosował ją na przykład Marcel Duchamp, gdy umieszczał swoje ready-mades w przestrzeni galeryjnej. Ta wystawa idzie z duchem czasu, stara się dostosować do nowej sztuki, takiej, która nie może zostać zamknięta w ramach instytucji; w ten sposób ukazuje ich anachroniczność, ale nie krytykuje. Można spojrzeć na nią także z drugiej strony: czy umieszczenie raportów z różnego rodzaju projektów w przestrzeni muzeum nie konstytuuje ich jako sztuki? Może nie byłyby wcale w tym kontekście rozważane, gdyby nie pojawiły się na wystawie? Kuratorzy dokonali przecież selekcji, a zakres, jaki obejmują przedstawione „gesty” jest niezwykle szeroki i pojawiają się głosy, że są one „naciągane” i nie powinny być rozważane w ogóle jako sztuka.

Sądzę, że zadawanie ważnych i aktualnych pytań bez narzucania odpowiedzi czyni właśnie Robiąc użytek tak ważnym przedsięwzięciem. Czy właśnie to nie stanowi jej esencji? Dyskusja to przecież uczestniczenie, zachęcenie zwiedzających do angażowania się i w ten sposób „użytkowania” wystawy. Nieprzypadkowo każdy ma możliwość rozmowy z kuratorami pracującymi w przestrzeni otwartego biura lub wzięcia udziału w warsztatach, dzięki którym będzie mógł wpłynąć na późniejszy wygląd projektu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s